57. Dziękuję Ci za Słowo Boże

Żywe bowiem jest słowo Boże,
skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny,
przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.
Hbr 4,12

Pismo Święte towarzyszyło mi nieustannie od samego początku mojej drogi z Jezusem. W nim szukałam drogowskazów, jak mam żyć. Obok Eucharystii, Słowo Boże było i jest moim codziennym pokarmem. W Biblii odnajduję konkretną pomoc i radę w każdej sytuacji mego życia. W kłopotach i trudnościach czerpię pokrzepienie i siłę wytrwania oraz nadzieję na lepsze jutro.

Moja modlitwa

Pragnę podziękować Ci, Boże za Twoje Słowo, które ma moc uzdrowienia i przemiany człowieka. Szczególne znaczenie ma dla mnie rozważanie Twojej męki, Jezu. Przeżywając z Tobą drogę Twego cierpienia i śmierci, moja wiara umacniała się i wbrew wszystkiemu, co trudne i po ludzku niemożliwe mogłam iść naprzód, oddając wszystko w miłosierne ręce Boga Ojca.

Rozważanie Twojej boleści, Jezu, zaowocowało łaską, która pozwoliła mi stać się silniejszą niż wszystkie przeciwności. Zapatrzona w Twoją postać cierpiącego Zbawcy, mogłam przetrwać własne cierpienie oraz pokonać rozpacz i zwątpienie. Wiązało się to z moją zgodą na własny krzyż cierpienia, choroby, bezrobocia i codziennych trudności. Jednym z pierwszych owoców podjęcia przeze mnie krzyża była ogromna ulga. Odczułam, że został zdjęty ze mnie ogromny ciężar, który dotąd dźwigałam. Pomimo przytłaczających mnie problemów było mi odtąd lżej na sercu.

Przez Słowo Boże uzdrawiasz i uwalniasz z lęków

W trakcie trwania choroby miałam zwyczaj noszenia ze sobą fragmentów psalmów. Kiedy czułam niepokój lub przychodził nieoczekiwanie lęk, wyjmowałam jeden z psalmów i czytałam go kilkakrotnie. Półgłosem powtarzałam te wersety, które w szczególny sposób do mnie przemawiały. Czyniłam to tak długo, aż odczułam pokój w sercu i ulgę.

Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił
i nie uradowałeś mych wrogów z mojego powodu.
Panie, mój Boże,
do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił;
Panie, dobyłeś mnie z Szeolu,
przywróciłeś mnie do życia
spośród schodzących do grobu.
Śpiewajcie Panu psalm, wy, co Go miłujecie,
wychwalajcie pamiątkę Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaskawość – przez całe życie.
Płacz nadchodzi z wieczora,
a rankiem okrzyki radości (…)

Wołam do Ciebie, Panie,
błagam Boga mego o miłosierdzie:
«Jaki będzie pożytek z krwi mojej,
z mojego zejścia do grobu?
Czyż proch Cię będzie wysławiał
albo rozgłaszał Twą wierność?

Wysłuchaj, Panie, zmiłuj się nade mną;
bądź, Panie, dla mnie wspomożycielem»
Biadania moje zmieniłeś mi w taniec;
wór mi rozwiązałeś, opasałeś mnie radością,
by moje serce nie milknąc psalm Tobie śpiewało.
Boże mój, Panie, będę Cię wysławiał na wieki.

Psalm 30 (29)

Przez Słowo Boże umacniasz i pocieszasz

Nie lękaj się, bo cię wykupiłem,
wezwałem cię po imieniu; tyś moim!
Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą,
i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie.
Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się,
i nie strawi cię płomień (…).
Ponieważ drogi jesteś w moich oczach,
nabrałeś wartości i Ja cię miłuję (…)
Nie lękaj się, bo jestem z tobą.”

(Iz 43, 1b-5a)

Panie, ileż to razy czułam lęk i niepokój! Wówczas szukałam pomocy na kartach Biblii i jakże często mój wzrok padał na słowa, przez które dodawałeś mi odwagi, mówiąc: „Nie bój się! Wierz tylko” (Łuk 8, 50).

Ileż to razy prosząc Cię o słowo i następnie otwierając Biblię, moje oczy napotykały słowa pokrzepienia: „Niech się nie trwoży serce wasze” ( J 14,1) lub „Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!” ( Mk 6, 50).

Panie Jezu, trudno zliczyć na kartach Pisma Świętego Twoje słowa pełne nadziei i pokrzepienia. Słowa kierowane przez Ciebie, Stwórcę, do człowieka wręcz „zarażają” optymizmem. Wczytując się w nie, odzyskiwałam spokój i wiarę, że wszystko w moim życiu dobrze ułoży się, ponieważ wciąż zapewniasz o Twojej obecności w życiu każdego człowieka.

Przez Słowo Boże dajesz siłę w przeciwnościach

Pewnego dnia wsiadł ze swymi uczniami do łodzi i rzekł do nich: Przeprawmy się na drugą stronę jeziora! I odbili od brzegu. A gdy płynęli, zasnął. Wtedy spadł gwałtowny wicher na jezioro, tak że fale ich zalewały i byli w niebezpieczeństwie. Przystąpili więc do Niego i obudzili Go, wołając: Mistrzu, Mistrzu, giniemy! Lecz On wstał, rozkazał wichrowi i wzburzonej fali: uspokoiły się i nastała cisza. A do nich rzekł: Gdzież jest wasza wiara? Oni zaś przestraszeni i pełni podziwu mówili między sobą: Kim On jest właściwie, że nawet wichrom i wodzie rozkazuje, a są Mu posłuszne.” (Łuk 8, 22-25).

Jezu, nauczyłeś mnie, że żadna przeciwność nie jest straszna, ponieważ Ty jesteś zawsze ze mną. Uczyłeś mnie tego cierpliwie przez kilka lat pokazując, że nie powinnam się niczego lękać. Wskazujesz, że najważniejsze, co mam czynić w największych nawet trudnościach, to całkowicie Ci zaufać i zawierzyć. Twoje słowa wzywające mnie do głębokiej wiary zawsze dodawały mi siły i pomagały przejść przez wszystkie przykre okoliczności życiowe.

Przez Słowo Boże przychodzisz z pomocą w trudnościach materialnych

Po utracie pracy z powodu mobbingu (2001r.) byłam bezrobotna przez kilka miesięcy. Któregoś dnia otrzymałam ostateczne wezwanie z telefonii komórkowej do zapłaty rachunku, którego od długiego czasu nie byłam w stanie uregulować z powodu braku pieniędzy. Informowano, że w przypadku nie wpłacenia należności w ciągu 7 dni od daty otrzymania pisma, kwota zostanie poddana egzekucji sądowej.

Wtedy zaczęłam modlić się o pracę jeszcze gorliwiej niż dotychczas. Modliłam się z Pismem Świętym, m.in. rozważałam fragment z Ewangelii św. Jana, który poniżej cytuję, w nadziei, że Ty, Jezu wskażesz „gdzie mam zapuścić sieć”, aby dokonać „połowu ryb” i przetrwać. Nieco później miały miejsce wydarzenia, o których opowiadam na tej stronie internetowej w świadectwach: „Praca we własnej firmie” i „Siedem dni”. Panie Jezu, we wspaniały sposób przyszedłeś mi z pomocą, dałeś mi pracę i sprawiłeś, że mogłam spłacić wszystkie należności i zobowiązania. Dziękuję Ci, Panie!

Potem znowu ukazał się Jezus nad Jeziorem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, macie co do jedzenia? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się wpław do jeziora. Pozostali uczniowie przypłynęli łódką, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli rozłożone ognisko, a na nim ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć nie rozerwała się. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.”(J 21, 1-14)