06. Sześć lat bez pracy. Moc Słowa Bożego

Nie samym chlebem żyje człowiek,
ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.”
(Mat 4,4)

W 1990 roku ukończyłam studia. Niestety, tak się złożyło, że w tym czasie bardzo trudno było znaleźć zatrudnienie w mojej okolicy. Były to lata transformacji gospodarczej, kiedy wiele zakładów państwowych zostało zlikwidowanych lub ograniczyło zatrudnienie. Stanęłam przed perspektywą bezrobocia i dlatego -wkrótce po obronie pracy magisterskiej – postanowiłam wyjechać za granicę, mając nadzieję, że znajdę tam pracę. Najpierw pojechałam do Niemiec, a potem do Szwajcarii. Wbrew moim oczekiwaniom, nie udało mi się znaleźć zatrudnienia na obczyźnie. Moje skromne oszczędności szybko się skończyły. Zabrakło mi pieniędzy, aby utrzymać się i jednocześnie móc dalej szukać pracy. Ponadto, nie miałam za granicą żadnych znajomych, którzy mogliby mi pomóc. Wróciłam więc do Polski.

Po powrocie nadal szukałam zatrudnienia. Okazało się jednak, że sytuacja na rynku pracy w moim województwie jest jeszcze bardziej dramatyczna niż przed wyjazdem. Mimo usilnych poszukiwań, nie udało mi się znaleźć pracy zgodnie z wykształceniem. Jedynie od czasu do czasu otrzymywałam pojedyncze zlecenia z biura podróży w zakresie pilotowania wycieczek w języku niemieckim i rosyjskim. Jednocześnie próbowałam w tym czasie prowadzić odziedziczone gospodarstwo rolne. Niestety, z uwagi na moje wątłe siły, brak maszyn itp., byłam zmuszona z tego zrezygnować. Mama otrzymywała już wówczas skromną rentę. Dzięki temu miałyśmy pieniądze na jedzenie, ale renta nie pokrywała wszystkich wydatków. Na szczęście, mieszkałyśmy blisko lasu. Latem zbierałyśmy tam jagody i borówki, a jesienią grzyby, które mama sprzedawała na targu w mieście. W ten sposób zdobywałyśmy środki na życie.

Odkąd wróciłam zza granicy, mama bardzo martwiła się o moją przyszłość. Głęboko przeżywała, że mimo ukończonych studiów nie mogę znaleźć zatrudnienia. Bolało ją również to, że jej dotychczasowe wysiłki (ciężka praca, utrata zdrowia w gospodarstwie) idą na marne. Mnie też było bardzo ciężko z tego powodu. Miałam wyrzuty sumienia, że nie pracuję zawodowo i jestem przyczyną cierpienia mamy. Dręczyło mnie, że -zamiast pomagać mamie finansowo i pozwolić jej odpocząć po latach ciężkiej pracy- jestem na jej utrzymaniu i obarczam ją dodatkowym ciężarem.

W ten sposób upłynęło mi sześć lat na wsi. Był to czas całkowitego zdania się na Pana Boga. Czas bliższego poznawania Stwórcy przez Słowo Boże i czas coraz głębszego jednoczenia się z Jezusem Chrystusem. Jak już wcześniej wspomniałam, był to okres wielu niedostatków materialnych. Często brakowało nam pieniędzy na jedzenie i opłaty. Ale Pan Bóg pokazał mi, że „nie samym chlebem żyje człowiek”. Pouczył mnie, że prawdziwy pokarm to ten z Nieba, który karmi duszę i daje prawdziwe życie.

Ten bardzo trudny dla mnie etap mojego życia przetrwałam dzięki modlitwie i codziennemu czytaniu Pisma Świętego. Dobry Bóg pozwolił mi doświadczyć, że Jego Słowo w cudowny sposób syci duszę i koi serce. Codziennie karmił mnie swoim Słowem, które stało się moim duchowym pokarmem. Rozsmakowałam się w Słowie Bożym tak bardzo, że każdego dnia na nowo odczuwałam silny głód czytania Pisma Świętego. Aby ten głód zaspokoić, wprost chłonęłam Biblię, przez wiele godzin czytając i rozważając Słowa w niej zawarte. Pismo Święte stało się dla mnie źródłem nadziei i pocieszenia w trudnym dla mnie okresie bezrobocia. Przez swoje Słowo Pan Bóg uczył mnie wytrwałości i cierpliwości w znoszeniu niedogodności życia codziennego. Słowo Boże umacniało mnie i dodawało otuchy. Nie pozwalało mi poddać się złym i rozpaczliwym myślom. Budowało moją wiarę i rodziło we mnie ufność, że dobry i miłujący mnie Bóg przyjdzie mi z pomocą. Z rozważania Pisma Świętego czerpałam siłę i umocnienie. Słowo Boże zawsze podtrzymywało mnie na duchu oraz dawało nadzieję na odmianę sytuacji i znalezienie pracy. Zarówno w Starym Testamencie (szczególnie w Księdze Izajasza) jak i w Nowym Testamencie znajdowałam wiele słów pocieszenia, m.in.:

Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą. (Iz, 54,10)

Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Umacniam cię, a także wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.(Iz, 41,10)

Nie martwcie się o swoje życie, o to, co będziecie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was martwiąc się może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele polne, które dziś jest , a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, ludzie małej wiary? Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? Co będziemy pili? Czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają? Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. (Mat 6,25-33)