27. Wezwanie do nawrócenia

Obecnie – kiedy myślę o nieszczęśliwym wypadku ze stycznia 2011 i jego skutkach –dochodzę do wniosku, że Pan Bóg miał w tym swój plan, dopuszczając owo wydarzenie. Postawił mnie wówczas na granicy życia i śmierci. Cierpienie było tak wielkie, iż myślałam, że wkrótce umrę. I wtedy- jak w godzinie śmierci- przed oczami przemknęło mi moje życie. Zobaczyłam, że dotąd nie szłam dobrą drogą, choć wydawało mi się, że dobrze żyję. Ujrzałam to wszystko, co Panu Bogu nie podobało się w moim życiu – każdą skazę na mojej duszy i każdy brud w moim sercu. Zobaczyłam moje grzechy oraz ludzi, których skrzywdziłam. Odczułam z tego powodu wielki ból i żal, że już nigdy nie naprawię moich win. Jednocześnie pojawił się ogromny strach, że Bóg mnie odrzucił. Wydawało mi się, że całkowicie straciłam relację z Bogiem. Myślałam, że będę potępiona.

Świadomość własnej grzeszności była straszna. Zobaczyłam, że najmniejszy grzech jest obrzydliwością dla Boga i zamyka mi drogę do Nieba. Zrozumiałam, jak bardzo oddzielają mnie od Boga moje grzechy, chociaż wcześniej wydawały mi się one z pozoru małe i powszednie. Uświadomiłam sobie, że nawet najmniejsze winy zagrażają mojemu zbawieniu. Zdałam sobie sprawę, że z powodu moich „brudów” będę odrzucona po śmierci przez Boga, który jest czysty i święty. Pomyślałam więc, że ja – która dotąd uważałam się za dobrego człowieka i katolika – mogę nie zostać zbawiona. Owa wizja wiecznego potępienia była okropna i przywiodła mnie do strasznej rozpaczy. Zaczęłam wtedy wołać do Boga i błagać Go o Miłosierdzie.

Pan Bóg nie pozwolił mi długo rozpaczać. Wkrótce odpowiedział na moje usilne wołanie i okazał mi swoją dobroć. Pomógł mi się podnieść i dał nadzieję. Pocieszył mnie i zesłał światło poprzez słowa Ewangelii: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J 3, 16)

Kiedy rozważałam słowa przytoczonego fragmentu Ewangelii, otworzyły się oczy mojej duszy i pojęłam sercem, jak wielkie jest Miłosierdzie Boże dla grzeszników! Jakże wielka jest Dobroć Boga, który zesłał na świat Syna Swego, aby nas ratować! Jakże wielką ulgę poczułam, kiedy zrozumiałam, że nie jestem stracona z powodu moich win. Jakże wielka była moja radość!

Od dziecka wierzyłam, że Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem świata, ale nie pojmowałam tego sercem. Dopiero po owym styczniowym wypadku, Pan Bóg dał mi poznać, co to naprawdę oznacza. Wtedy pojęłam cząstkę z tajemnicy zbawienia. Jezus Chrystus obarczył się moimi grzechami i wziął na siebie brzemię moich win. Dźwigał ciężki krzyż, a tym krzyżem były winy całego mojego życia. Poniósł karę za mnie, aby uwolnić mnie od kary wiecznej. Pojęłam sercem, że gdyby nie Jezus Chrystus, byłabym potępiona. Zrozumiałam w głębi duszy, że moje zbawienie jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki Jezusowi Chrystusowi. Nikt nie przychodzi do Boga, jak tylko przez Chrystusa. Jedynie przez Jezusa Chrystusa mamy przebaczenie grzechów i win. Przez Jezusa i Jego Krzyż mamy otwartą drogę do nieba i dostęp do Ojca Niebieskiego. Krzyż Chrystusa jest bramą, przez którą prowadzi jedyna ścieżka do Boga Ojca. Bo to Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem świata.

Jakże byłam pełna wdzięczności ku Bogu, który jest tak dobry i miłosierny! Dziękowałam Mu za to, że -mimo moich grzechów i win- On mnie nie odrzuca, ale daje mi swoją pomoc w Jezusie Chrystusie. Składałam Mu dziękczynienie za Sakrament Pojednania, dzięki któremu otrzymałam i otrzymuję nieustannie łaskę przebaczenia win.

Kiedy rozważałam minione wydarzenia, zrozumiałam, że Pan Bóg w swoim Miłosierdziu dopuścił nieszczęśliwy wypadek, aby ratować moją duszę. Można rzec, że Pan Bóg wobec mnie użył „kija” dopuszczając owo dramatyczne wydarzenie. W ten sposób okazał mi swoją Ojcowską troskę, wzywając do kolejnego etapu nawrócenia i wzrostu w wierze. Bo Bóg nie chce, aby grzesznik został potępiony, ale aby nawrócił się i stał się dzieckiem Bożym czyli nowym człowiekiem w Jezusie Chrystusie. Chwała Panu za Jego Miłosierdzie!